poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział CZTERDZIESTY SZÓSTY PART II

Płakałam już dość długo. Nie mogłam przestać. Od płaczu bolał mnie brzuch.
- Kelsey kochanie otwórz- Powiedział błagalnie Douglas
Dławiłam się płaczem. Słyszałam kroki po czym znów ktoś zapukał.

- Skarbie.. To ja Justin, otwórz proszę- Justin wyszeptał. Wstałam powoli. Trzymając się  za brzuch otworzyłam drzwi.

- Ohh.. kochanie- Chłopak złapał mnie przed upadkiem. Wtuliłam się w niego płacząc panicznie. Chłopak ze mną na swoich kolanach usiadł na skraju wanny. Widziałam Douglasa, stał we framudze drzwi spoglądając na mnie smutno.

- Shhhh. Powiedz mi co się stało- Jay pogłaskał  mój brzuch.

- Nie wiem co się stało.. Zrobiło mi się tak nagle smutno i po prostu zaczęłam płakać. Zaczął boleć mnie brzuch.- Wydukałam wycierając łzy. Skłamałam. Poczułam się źle bo łamie serce najlepszemu przyjacielowi. Może kiedyś powiem Justinowi prawdę, ale nie chce go martwić.

- Już dobrze słoneczko.. Shhh.. Może chcesz się położyć?- Zapytał dalej głaszcząc naszą córkę.

- Nie.. Jest dobrze, muszę się tylko uspokoić- Wyszeptałam, wstając z kolan chłopaka.

- Pójdę zrobić ci herbatę i przyniosę ci babeczkę na poprawę humoru.

- Nie! Tylko nie babeczki! Przejadłam się już nimi- Zachichotałam  na co Justin mi zawtórował. Jay pocałował mnie delikatnie w usta, po czym poszedł. Podeszłam do Douglasa przytulając się do niego.

- Powinienem pójść- Powiedział chłopak. Pokręciłam głową przecząco..

- Jest dobrze, po prostu bawmy się jak gdyby nigdy nic- Wyszeptałam całując go w polik.

- Dobra. Ale najpierw  pokaż mi pierścionek- Pisnął.
Pokazałam chłopakowi moje cudo, które noszę na palcu.

- No postarał się chłopak- Zaćwierkał radośnie.

-  Dziękuje! Starałem się- Do rozmowy nagle włączył się Justin podając mi herbatę.

- Justin Bieber. Narzeczony Kelsey- Justin przedstawił się Dougliemu.

- Douglas Booth. Przyjaciel z pracy - Chłopak przedstawił się uśmiechając lekko.

- Kochanie nie wyglądasz najlepiej. Może jednak pójdziesz się położyć?- Zapytał głaszcząc mój brzuch.

- Jay ma rację. Połóż się a my w tym czasie się lepiej poznamy- Douglas wtrącił szybko.

- Ale tylko na chwilkę- Wyszeptałam błagalnie

- Dobrze kochanie- Odpowiedział Justin.

Poszliśmy do jak myślę ''Naszej Sypialni'' Zdjęłam buty  po czym położyłam się do łóżka przykrywając się szczelnie kołdrą. Zamknęłam oczy gładząc brzuszek. Przyjemność ogarnęła moje ciało.

JUSTIN'S POv
Wyszedłem z sypialni kierując się o kuchni. Wyciągnąłem dwa piwa. Podałem jedno Douglasowi a sam otworzyłem swoje.

- Zasnęła?- Zapytał popijając piwo

- Yeah.. Ostatnio ma dziwne zmiany humoru. Do tego dochodzi zagrożenie ciąży- Westchnąłem głośno.

- Ciąża jest zagrożona?- Zapytał zdziwiony.

- Tak. Kelsey przesadziła z tabletkami przeciwbólowymi. Jutro jedziemy do Kanady i tam pójdziemy na badania.

- Do Kanady?

- Do mojej rodziny. Chcemy podzielić się wiadomością o ciąży ze wszystkimi- Powiedziałem na co chłopak skinął. Spojrzałem  na prezenty które przynieśli wszyscy.

- Będzie co rozpakowywać- Zaśmiałem się.

- Nie wiedziałem czego najbardziej chcecie więc kupiłem wam dożywotni zapas pieluch- Zaśmiał się a ja z nim.

***
Kiedy wszyscy wyszli z domu albo poszli do siebie na górę, zamknąłem drzwi na klucz kierując się do salonu. Wziąłem wszystkie brudne naczynia  po czym włożyłem brudne naczynia do zmywarki. Doprowadziłem mieszkanie do porządku a później sam się umyłem. Wszedłem po cichu do sypialni. Kelsey leżała wtulona w poduszkę, delikatnie i powoli ułożyłem się na łóżku obok dziewczyny. Wtuliłem się w jej plecy, głaszcząc jej brzuszek. Po chwili razem z dziewczyną w swoich ramionach zasnąłem z uśmiechem na ustach.

KELSEY'S POv
Obudziłam się wtulona w Justina. Chłopak leżał bez koszulki opatulając swymi ramionami mój brzuch. Wstałam powoli dostrzegając, że jestem w bieliźnie. Narzuciłam na siebie jedną z koszul Justina, po czym skierowałam się do kuchni, pomimo tego że dopiero wczoraj Juss pokazał  mi urządzony '' Nasz Dom'' to już wiedziałam gdzie co jest. Dzisiaj czułam się dobrze, nawet bardzo dobrze. Dlaczego?
Dlatego, że dzisiaj razem z Justinem jedziemy do jego rodziców. Tam też pojedziemy na USG. 
Zrobiłam gofry po czym rozłożyłam je na talerzach, nalałam do szklanek soku pomarańczowego po czym ułożyłam wszystko stole. Kiedy już prawie wszystko było gotowe poszłam do sypialni.

- Jay... Czas wstawać- Wyszeptałam do chłopaka.

- Mmm.. Tak mnie budź codziennie- Wymruczał Rozciągając się po czym wstał dając mi słodkiego całusa.

Zeszliśmy do kuchni od razu siadając przy stole.

- Kochanie mogłabyś podać mi Nutelle?- Zapytał  Justin na co skinęłam

- Proszę- Podałam chłopakowi Nutelle sama delektując się  frużeliną na swoich gofrach.

- Jak się dzisiaj  czuje mamusia i córeczka?- Zapytał uśmiechając się lekko.

- Bardzo dobrze. Dzisiaj już kopała jak robiłam śniadanie- Uśmiechnęłam się

- Swoją drogą Douglas kupił nam 6 kartonów pieluch- Justin zaśmiał się kontynuując jedzenie.


***
PO zjedzonym śniadaniu pożegnaliśmy się ze wszystkimi po czym pojechaliśmy do domu się spakować.
Kiedy już wszystko było gotowe ubrałam się po czym z Justinem za rękę poszliśmy do samochodu.
Boje się. Nie wiadomo jak zareaguje rodzina Justina na wieść o tym że jestem w ciąży..
Mogą być na nas źli bo przecież z Justinem nie mamy ślubu. Mogą także być źli na mnie on to że ciąża jest zagrożona. W końcu to moja wina..

ZOSTAŁY 2 MIESIĄCE I 42 DNI  DO PORODU. 
Przygotowania czas zacząć.
__________________________________________________________________________________
HEJ!
przepraszam!
Wiem że rozdział jest tak późno i jest taki krótki ale postarajcie się mnie zrozumieć. Mam jeszcze naukę do tego jestem chora i chciałabym spędzić ostatnie dni szkolne z przyjaciółmi, ponieważ nie długo roztajemy się i każdy idzie do innej szkoły.
Postaram się dodać rozdział w ciągu niecałych dwóch tygodni.
DO ZOBACZENIA!



niedziela, 25 maja 2014

Rozdział CZTERDZIESTY PIĄTY PART II

Obudziłam się z uśmiechem na twarzy. Na samo wspomnienie wczorajszego wieczoru poczułam te miłe motylki w brzuchu. Wczoraj po kolacji pojechaliśmy do domu. Mieliśmy cały dom dla siebie. Po raz pierwszy od czasu kiedy z Justinem zeszliśmy się  uprawialiśmy seks. Okazało się że Jay bardzo się zmienił, był bardzo delikatny. Z każdym swoim ruchem patrzył mi w oczy. Z początku bał się że podczas seksu możemy zrobić coś małej ale uspokoił się widząc że jego ruchy wcale nie sprawiają mi bólu tylko przyjemność.
Poczułam kopnięcie dzięki czemu uśmiechnęłam się ponownie. Poczułam rękę Justina gładzącą mój brzuch.

- Dzień dobry kochanie- Przywitał mnie namiętnym pocałunkiem.

- Hej- Odszeptałam naciągając kołdrę na moje piersi.

- Jak się czujesz słoneczko?

- Wspaniale- Cmoknęłam jego usta

- Musimy iść pod prysznic, ponieważ mam dla ciebie dzisiaj  zaplanowaną drugą niespodziankę.- Wyszeptał podnosząc się do pozycji siedzącej. Wtuliłam się w jego plecy kładąc głowę w zagłębieniu jego szyi.

- Dalej skarbie wstawaj- Zachichotał pomagając mi wstać. Wtuleni w siebie poszliśmy pod prysznic.

- Justin..- Jęknęłam chcąc jego uwagi- Potrzebuje Cię. Tak strasznie cię pragnę- Wyszeptałam w jego usta.
 Chłopak uśmiechnął się cwaniacko w moją stronę biorąc mnie na ręce i wychodząc do sypialni. Położył mnie na łóżko całując mój brzuch. Po chwili jego usta rozbiły się o moje w namiętnym pocałunku.Jego dłonie masowały moje biodra. Nasze pocałunki były pełne pasji i namiętności.  Nie minęła chwila a ja poczułam ja Justin wchodzi we mnie. Jęknęłam z przyjemności jaka ogarnęła moje ciało. Justin syknął  poruszając się we mnie delikatnie. Jęczałam cicho w ucho chłopaka drapiąc go po plecach. Nasz stosunek nie trwał krótko. Po około  godzinie oboje z Justinem doszliśmy. Chłopak położył się obok mnie cmokając brzuch. Leżeliśmy oddychając nie równo. Kiedy już myślę że oboje odpoczęliśmy Justin zaczął mówić:

- Teraz to naprawdę musimy się umyć- Sapnął wstając. Jak zwykle pomógł mi wstać.

Po prysznicu  UBRAŁAM SIĘ . Włosy spięłam w luźnego koka na czubku głowy po czym delikatnie się pomalowałam.  Wyszłam z łazienki i zobaczyłam Justina. Wyglądał SEKSOWNIE.

- Wyglądasz tak dobrze- Chłopak wymruczał mi do ucha ściskając delikatnie mój tyłek.

- Czy możemy już jechać? Jestem trochę głodna- Jęknęłam tupiąc nogą. Chłopak zaśmiał się głośno łapiąc mnie za rękę i wyprowadzając z domu. Z jego pomocą weszłam do jego samochodu.

JUSTIN
Zajechałem do Mcdonalda  gdzie razem z Kelsey zjedliśmy śniadanie. Czułem się dzisiaj wspaniale. Byłem zaskoczony tym że Kels chciała zostać moją narzeczoną. W końcu kto chciałby być z kryminalistą i damskim bokserem? Wczorajszy dzień był najlepszy. Nie sądziłem że Kelsey będzie chciała się kochać po tym wszystkim. A jednak oddała mi się cała. Mam nadzieje że będzie zadowolona z mojej niespodzianki.

- Gdzie jedziemy?- Zapytała już chyba piąty raz z kolei.

- Kochanie daj spokój i bądź cierpliwa. Zaraz będziemy na miejscu- Wymruczałem skręcając w lewo. Chwile później zatrzymałem się na podjeździe przed domem. 

- Co my tutaj Robimy?- Zapytała  gdy pomagałem jej wysiąść z auta. Wziąłem moją narzeczoną za rękę prowadząc ją do środka domu. Zakryłem jej oczy czarną opaską. Dałem chłopakom znać żeby poszli do pokoju. Zaprowadziłem Kels do naszej części domu. Kiedy weszliśmy już do pokoju dziecka zdjąłem powoli dziewczynie opaskę z oczu. 

- Niespodzianka!- Wszyscy krzyknęli  gdy  zobaczyli że Kels już nie ma opaski na oczach. Dziewczyna rozejrzała się do okoła trzymając nadal swój brzuch. W pewnym momencie obróciła się wtulając we mnie.Zapłakała cicho.

- Dziękuje!- Zaszlochała kładąc  głowę na moim torsie. Schyliłem się całując jej czoło. Dziewczyna obróciła się patrząc na wszystkich.

- To jest boskie- Wyszeptała patrząc na zdjęcia USG wiszące na ścianie.
- Nie wierze że zrobiliście to wszystko- Spojrzała na nas uśmiechając się.
- Dziękuje bardzo, to dla mnie dużo znaczy.

- Nie ma za co. To była dla nas czysta przyjemność zrobić Ci taką niespodziankę.- Odpowiedział Bruce na co wszyscy przytaknęli.

- Z resztą nie chcieliśmy męczyć cię całym tym umeblowaniem domu dlatego wszystko zrobiliśmy sami- Netan Uśmiechnął się ciepło w naszą stronę.

- Chodźcie coś zjeść. Lily przygotowała coś dobrego - Pisnął Jake na co wszyscy zaczęli się śmiać. Poszliśmy do kuchni po drodze Kelsey zwiedzała cały dom. W salonie Na ścianie wisiały wszystkie moje zdjęcia z Kelsey. Było zdjęcie z rodzicami moimi i  Kelsey ze swoimi. Weszliśmy do KUCHNI.  Widziałem jak oczy Kelsey błysnęły z zachwycenia. Chwile później dziewczyna jadła już babeczkę. Wszyscy zachichotaliśmy. Podszedłem do mojej narzeczonej przytulając się do jej pleców. Delikatnie pogłaskałem jej brzuch, składając pocałunek na jej szyi. Dziewczyna jęknęła cicho obracając się w moją stronę.


- A więc myśleliście już nad imieniem?- odchrząknął Netan, przerywając nam nasze pieszczoty. Uśmiechnąłem się cwaniacko Składając krótki pocałunek na ustach Kelsey.

- Nie myśleliśmy jeszcze nad tym. Myśle że mamy jeszcze trochę czasu- Odpowiedziałem
KELSEY
Od kiedy zobaczyłam cały dom jestem w niebo wzięta. Pokój naszej kruszynki był cudowny. Jej łóżeczko było białe w środku z fioletową kołderką i niebiecką poduszką. Justin zadbał o wszystko. Począwszy od bajek czytanych i słuchanych, misiach a kończywszy na ubrankach i smoczkach. Kiedy zobaczyłam resztę ''naszego domu'' oszalałam. Wszystko było tak pięknie umeblowane. W końcu mieliśmy swój kąt, nie był  on mały co także mnie cieszyło. Gdy zobaczyłam co Lily i Lauren przygotowały na uczczenie narodzin małej  wzruszyłam się. Chwile później jadłam pyszności. 
Rozmawialiśmy głównie o dziecku. Zaprosiliśmy jeszcze parę osób  do nas między innymi Douglasa, Becky, brata Nicolasa i dziewczynę Johna. 

- Moglibyśmy porozmawiać?- Usłyszałam za sobą kiedy robiłam sobie herbaty. Odwróciłam się widząc przed sobą JAKE'A, który ani na chwile nie odrywał ode mnie wzroku. Skinęłam niepewnie głową. Chłopak przeszedł do pustego korytarza. Poszłam za nim, zatrzymaliśmy się  w najcichszym miejscu.

-Więc o co chodzi?- Zapytałam bawiąc się swoimi palcami. Czy się bałam? Tak. Wiem jaki jest Jake i moge spodziewać się po nim wszystkiego co najgorsze.

- Nie wiem jak mam się za to zabrać-  Chłopak podrapał się po karku
- Chciałem przeprosić. Wiesz  nasze pierwsze spotkanie nie było jakieś przyjemne. Nie chcę żebyś myślała o mnie jak o kimś kogo powinnaś się bać. Zbierałem się długo na to by cię przeprosić i byśmy zaczęli od nowa. Przepraszam za to jaki byłem dla ciebie - Odpowiedział. Spojrzałam zdziwiona na niego. Po chwili ciszy w końcu się odezwałam.

- Ymm. Myślę że możemy zacząć od początku. Przyjmuje twoje przeprosiny i dziękuje  za to że w końcu odważyłeś się zakończyć ten spór. - Powiedziałam cicho.

- Mógłbym cię przytulić?- Zapytał na co niepewnie skinęłam. Chłopak delikatnie przytulił się do mnie. Odwzajemniłam uścisk.

- Co tu się dzieje?- Usłyszałam głos Justina. Szybko razem z Jake'm odsunęliśmy się od siebie.

- Jake przeprosił mnie za nasz pierwsze spotkanie. Wiesz..- Odpowiedziałam Uśmiechając się ciepło do obu chłopaków. Justin już miał coś powiedzieć  ale zadzwonił dzwonek do drzwi.

- Zaraz wracam- Powiedziałam szybko całując Justina w policzek. W szybkim tempie poszłam otworzyć drzwi. Moim oczom ukazał się Douglas.

- Witaj piękna- Chłopak przywitał mnie całusem w policzek. Wtuliłam się w chłopaka.

- Boże tęskniłam za tobą- Wydukałam.

- Nie wolno ci płakać kochanie.Też za tobą bardzo mocno tęskniłem.

- Jak tam twoja dziewczyna?- Zapytałam gdy już się przywitaliśmy.

- Nie jesteśmy razem. To jednak nie było to coś. Za to słyszałem że ty się zaręczyłaś- Odpowiedział smutno.

- Nadal coś do mnie czujesz?- Zapytałam prosto z mostu.

- Tak- Odpowiedział spuszczając wzrok. Jego oczy załzawiły a po jego policzkach pociekły łzy.

Właśnie poczułam jak moje serce się łamie. Kocham Justina ale Douglas był i jest dla mnie nadal kimś ważnym. Nie myśląc dłużej nad niczym wybiegłam do łazienki zamykając się w niej. Zaczęłam płakać histerycznie.
__________________________________________________________________________________
Hej!
Wiem że nikt nie czyta mojego opowiadania więc nie wiem co już robić. Przepraszam osoby które myślały że rozdział będzie lepszy. Niestety nie mam  czasu. Obiecuje jednak wam że niedługo rozdziały będą dodawane częściej. Przepraszam was jeszcze raz bardzo mocno.
 



piątek, 23 maja 2014

INFORMOWANI!

 Hejjj <3
A więc będę was informować o nowych notkach albo rozdziałach dodawanych na tego bloga:)
Chętni niech podadzą w komentarzu swojego Twittera.
Osoby które chcą zapytać mnie <autorkę> Albo o mnie albo o mojego bloga niech zadają pytania NA MOJEGO ASK'A
Ps. Następny rozdział powinien pojawić się za pare dni :)

niedziela, 11 maja 2014

Rozdział CZTERDZIESTY CZWARTY PART II

Szedłem z kawą w ręku w kierunku sali gdzie leżała Kelsey. Wszedł po cichu siadając na krześle tuż obok łóżka Kelsey. Miała założoną maskę z tlenem i była podłączona do różnych urządzeń które monitorowały jej stan zdrowia. Dziewczyna otworzyła powoli oczy, kiedy poczuła mój dotyk na jej ręce. Jej piękne brązowe oczy, które w świetle zmieniały kolor na ciemną zieleń, były ospałe i smutne. Wciąż wyglądała pięknie, jak zawsze tylko tym razem bez tych iskierek szczęścia i uśmiechu wymalowanego na całej twarzy.

- Przepraszam- Wyszeptała smutno w moim kierunku. Patrzyła w dół. Nic nie odpowiedziałem.
Moje oczy zalały się łzami. Przeczesałem palcami swoje roztrzepane włosy.
- Przepraszam że przeze mnie prawie ją straciliśmy. Zrozumiem jeżeli nie chcesz już byś ze mną- Wydukała po czym od razu zasłoniła twarz rękoma
***Kelsey PO'V***
Szzzzzzz- Czułam jego ciepły oddech na moim karku kiedy objął mnie ramionami
- Nigdy Cię nie zostawię kochanie- Jego słowa sprawiły że coraz to więcej łez zaczęło spływać po mojej twarzy.

- Nie zasługuje na ciebie- Wyszeptałam. Chłopak spojrzał mi prosto w oczy jakby chciał z nich coś wyczytać. Przeniosłam swój wzrok na róg mojej koszuli szpitalnej nie mogąc dłużej znieść kontaktu wzrokowego.

- Kelsey, spójrz na mnie- Złapał mój podbródek w palce i musnął moje usta. Spojrzałam w jego oczy ze smutkiem. Jego wielkie karmelowe oczy sprawiały że miękłam.

- Nie mogę- Szepnęłam, kładąc głowę na jego ramieniu. Czułam jak moje serce przyśpiesza.

- Wiesz że tylko ciebie kocham. To co zrobiłaś było głupie zgadzam się z tobą ale nie mógłbym cię opuścić. Kocham Cię i ją skarbie i  nigdy ale to przenigdy was nie zostawię.

- Nienawidzisz mnie prawda?- Mówiąc to starałam się powstrzymać łzy
-Nie chcę byś marnował swój czas siedząc tu ze mną.

- Posłuchaj Kels, po prostu zapomnijmy na razie o tym. 
- Kocham Was ponad wszystko. Zawsze będę tutaj dla was- Pocałował moje czoło.

***
Tydzień później. Byłam już w domu. Stanęłam przed oknem patrząc na dzisiejszą pogodę. Było zimno i deszczowo. Justin podszedł do mnie owijając ręce wokół mojej tali.
Przyciągnął mnie plecami do swojej klatki piersiowej. Złożył parę muśnięć na mojej szyi  dzięki czemu poczułam się o wiele lepiej.

- Czujesz się lepiej? Kochanie- Wyszeptał mi do ucha.

- Teraz tak. Dlatego że obie czujemy twoją troskę. I pewnie w jakimś stopniu dlatego że jestem w twoich ramionach- Zachichotałam, Kiedy obróciłam się wplątując palce w jego idealnie ułożone włosy. Dzięki niemu czułam się bezpiecznie jak nigdy dotąd.

- Jesteś strasznie seksowna- Wymruczał. Skłamał. Czuje to. Teraz kiedy przybyło mi parę kilogramów i mam już dość duży brzuch czuje się troszeczkę nieatrakcyjna. Cieszę się że nosze w sobie dziecko ale mój wygląd teraz mnie przeraża. Moje nogi są trochę grubsze moje piersi większe a mój tyłek wielki. 

- Kłamiesz- Wyszeptałam czując że się załamuje. Cholera nienawidzę tych cholernych humorów ciążowych. Cały czas płakałam. Byłam bardziej wrażliwa niż dotychczas. To jest chore.

- Dlaczego miałbym kłamać? Skoro to co mówię jest prawdą?- Zapytał patrząc na mnie ze zdziwieniem.

-  Może dlatego że przytyłam i jestem strasznie gruba.- Wydukałam

- Kelsey nie płacz- Wyszeptał gładząc mój polik.
- Nie jesteś gruba. Jesteś piękna, cudowna i chudziutka. Tak masz większy brzuch, ale nie zapominaj co w tym brzuszku jest. Po ciąży zobaczysz że wrócisz do dawnego wyglądu. Będziesz mogła się cieszyć figurą - Wyszeptał delikatnie całując moje usta. Oddałam pocałunek.

- Ubierz się ładnie. Za 2 godziny wychodzimy- Wyszeptał po czym składając ostatni pocałunek na mych wargach wyszedł z pokoju. 
Poszłam do łazienki UBRAŁAM SIĘ po czym nałożyłam lekki makijaż. Włosy jak zwykle rozpuściłam. Moje lekkie logi  wyglądały dziś cudownie  zrobiłam tylko przedziałek na środku głowy. Wzięłam torebkę i spakowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Nałożyłam szpilki po czym zeszłam na dół. Czekał już na mnie JUSTIN( Bez okularów).  Spojrzałam na niego nie wiedząc o co chodzi. Wyglądał cudownie i pierwszy raz widziałam go w garniturze. Spojrzawszy na mój strój stwierdziłam że muszę się ja najszybciej przebrać. Kiedy chciałam obrócić się i iść z powrotem zatrzymał mnie Justin. Przyciągnął mnie do siebie. 

- Gdzie idziesz?- Zapytał

- Muszę się przebrać- Odpowiedziałam szybko.

- Dlaczego? ślicznie wyglądasz- Wyszeptał mi do ust.

- Mam na sobie sweter a ty garnitur. Justin daj mi się przebrać- Poprosiłam.

- Nie. Czujesz się w tym dobrze i nie zmieniaj tego. Wyglądasz ślicznie -Pocałował moje usta ciągnąc mnie w stronę drzwi. Szybko skierowaliśmy się do samochodu. Justin otworzył mi drzwi jak na Dżentelmena stanęło, później obszedł samochód siadając na miejsce kierowcy. Zapiął pas wkładając klucz do stacyjki.

- Justin? Gdzie są Chłopacy?- Zapytałam 

- Później się dowiesz . To jedna z moich niespodzianek- Odpowiedział uśmiechając się w moim kierunku. Odpaliwszy samochód ruszył przed siebie. 
Jechaliśmy dobre 15 minut. Droga minęła nam  na rozmawianiu o dziecku.Stwierdziliśmy że jutro pomyślimy nad imieniem. Zatrzymaliśmy przed Wielką i bardzo drogą restauracją. Justin otworzył mi drzwi po czym razem za rękę weszliśmy do środka.
Podeszliśmy do mężczyzny.

- Cześć Bieber- Powiedział chłopak witając się po męsku z moim chłopakiem.

 - Miło Cię widzieć Joe. To moja dziewczyna Kelsey. - Zapoznał nas ze sobą na co delikatnie się uśmiechnęłam. 

- Spodziewacie się Dzieciaka?- Zapytał patrząc na mój dość dużych rozmiarów brzuszek na co Justin przytaknął.

- Tak. Dziewczynki- Odpowiedział dumie po czym zachichotał całując moją skroń.

- No to gratuluje. Mieliście zamówienie na stolik?- Zapytał uśmiechając się ciepło.

- Jasne.  Mieliśmy ten stolik na środku. - Odpowiedział Justin. Chwile później Joe odprowadził nas do stolika podając nam karty dań.

- Ja poproszę kurczaka z ryżem i do tego wodę- Powiedziałam uśmiechając się.

-  Dla mnie Lasagne i też woda.

Chłopak odszedł z naszymi zamówieniami.

- Tutaj jest strasznie drogo Justin- Wyszeptałam oglądając się i patrząc na ludzi, którzy w tej chwili spożywali swoje jedzenie.

- Kochanie. Dzisiaj jest wyjątkowy dzień. Z resztą stać nas na takie jedzenie.- Odpowiedział całując moją rękę.

- Jaką okazje?- Zapytałam przerażona że o czymś zapomniałam.

- Dowiesz się w swoim czasie- Odpowiedział Uśmiechając się cwaniacko.


**
Kiedy już zjedliśmy. Justin wstał niepewnie z krzesła. Był podenerwowany.

- Proszę o Ciszę!- Krzyknął na całą salę. Wszyscy ludzie spojrzeli się na nas na co niespokojnie poprawiłam się na krześle.

- Justin co ty wyprawiasz?- Krzyknęłam szepcząc. Chłopak  uśmiechnął się w moim kierunku delikatnie.

-  Kelsey wiesz że patrzę tylko na ciebie. Na Ciebie i twoje całuśne usta, piękne duże oczy i wspaniały uśmiech. Przeszliśmy razem tak dużo, jesteśmy dużo mocniejsi niż wcześniej. Z każdą minutą i dniem moja miłość do ciebie rośnie, nic na tej planecie a nawet Beyonce, nie sprawi że cię opuszczę. Jesteś moim całym życiem. Niedługo zostaniemy rodzicami i nasz związek przeniesie się na bardziej poważny etap. Chce żebyś wiedziała że ty i w przyszłości nasze dzieci jesteście i będziecie dla mnie najważniejsze. Z tego powodu również chciałbym zapytać Cię czy..- Zatrzymał się na chwile po czym klęknął przede mną na jednym kolanie. Moje oczy się zaszkliły.
- Czy wyjdziesz za mnie i uczynisz mnie najszczęśliwszym mężczyzną na świecie?- Zapytał otwierając małe pudełeczko w którym znajdował się piękny PIERŚCIONEK.  Stałam z szeroko otworzonymi oczami.

- Tak. Oczywiście że tak.- Wydukałam szlochając.
Justin założył na mój palec pierścionek po czym wstał. Wtuliłam się w niego płacząc. Chłopak wpił się w moje usta co odwzajemniłam. Ludzie w okół klaskali.

- Tak bardzo Cię kocham- Wyszeptał Justin do mojego ucha. Spoglądnął głęboko w moje oczy. Cmoknęłam jego usta odszeptując.

- Też Cię kocham- Poczułam jak mocniej mnie obejmuje, kiedy ułożyłam swoje ręce  na jego szyi, a nasze usta się spotkały w namiętnym pocałunku. To jest bez wątpienia najlepszy dzień na świecie.

__________________________________________________________________________________
________________________________________________
HEJJ!
Długo nie dodawałam rozdziału wiem, ale mam nadzieje że ten wam się podoba. Jeżeli chodzi o Garnitur to bardziej chodzi mi o to że miał marynarkę koszule i rurki z luźnym krokiem. i supry.
KOMENTUJCIE PROSZE! 
Kiedyś wasze komentarze dodawały mi motywacji do pisania tego bloga. A Teraz?
Rzadko kiedy ktoś komentuje już nie wspomnę o tym że z  anonima jedna osoba daje 5 komentarzy..
Do następnego! Nie jestem w stanie przewidzieć kiedy będzie nowy rozdział :) Możliwe że za tydzień :)





piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział CZTERDZIESTY TRZECI PART II

_______ PRZECZYTAJ NOTATKĘ POD ROZDZIAŁEM!________
-Nie! Nie mogę wybierać! Nie dam rady! Nie umiem!-  Płakałem szarpiąc się za włosy. Emocje we mnie buzowały.


- Przykro mi. Jest możliwość że moglibyśmy uratować i matkę i dziecko ale jest to bardzo ryzykowne.

- Nie mogę wybierać między nimi doktorze. Kelsey tak się cieszyła że jest w ciąży nie mogę jej zawieść.. znowu- Wyszeptałem kręcąc głową.

- Rozumiem. Dopilnuje by lekarze zrobili wszystko co w ich mocy by uratować je obie ale nic nie obiecuje. To bardzo trudny zabieg do zrobienia, ale proszę mieć nadzieje- Powiedział po czym wszedł z powrotem do sali. Nie wiedziałem nawet kiedy, wszystko działo się tak szybko. Obróciłem się w stronę Lauren  łapiąc ją za szyje i przygwożdżając do ściany.

- To wszystko przez Ciebie! Ty je otrułaś! Ty głupia suko!- Krzyknąłem płacząc. Dziewczyna szlochała próbując zaczerpnąć powietrza.

- Ja nie chciałam- Wysapała.

- Gówno prawda!  Zabije Cię dziwko jeżeli coś im się stanie! A kiedy upewnię się że gnijesz w piekle to zabije wszystkich których kochasz! Całą twoją rodzinę he i wiesz kogo jeszcze?!  Jessiego! Ten kutas zginie powolną śmiercią PRZEZ CIEBIE!- Wykrzyczałem jej ale wtedy zostałem odciągnięty przez Ryana i Bruca.

- Justin puść ją. Nie wiesz co robisz, nie chcesz jej zranić. Puść jej gardło- Przekonywał mnie Ryan. Bruce starał się odciągnąć mnie od tej suki. W końcu ją puściłem. 


- Macie rację. Teraz nie mam czasu na poderżnięcie jej gardła. Są ważniejsze rzeczy niż zabicie tej suki.- Uśmiechnąłem się cwaniacko. po czym odwracając się podszedłem drzwi i spojrzałem przez szybę patrząc jak lekarze biegają w okół łóżka Kelsey. Łzy spłynęły mi po polikach. Poczułem klepanie po ramieniu. Odwróciłem sie i zobaczyłem Netana. Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem też miał łzy w oczach ale starał się je powstrzymać.

- Nie mogę wybrać.. Nie moge- Wydukałem szarpiąc za końcówki moich włosów.

- Stary.. Rozumiem

- Nie nie rozumiesz! Chcę być z Kels do końca życia chce stworzyć z nią rodzinę ale jak teraz wybiore ją i stracimy dziecko ona się załamie.. Nie pozbiera się. Boje się.. po prostu  Boje się że ją stracę- Zapłakałem odchodząc i siadając na ziemi.

Płakałem w kącie ciągnąc za końcówki moich włosów. Muszę wierzyć że wszystko będzie dobrze. Bóg wie że one są dla mnie najważniejsze, że to dla nich się zmieniłem.
Mijała godzina za godziną a ja siedziałem płacząc. Wszyscy czekali ze mną nawet Lauren przez którą to całe piekło wybuchło.
Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. 
''
-Złap mnie- Krzyczała chichocząc radośnie 


- Nie dam rady! Musisz zwolnić- Zaśmiałem się biegnąc wzdłuż polany. Byłem już bardzo blisko niej. Złapałem ją w pasie przyciągając do siebie. Wpiłem się łapczywie w jej usta.

- Już myślałam że tego nie zrobisz- Odpowiedziała zdyszana mierzwiąc moje włosy.

- Dlaczego miałbym tego nie robić skoro jesteś moja- Wyszeptałem wkładając ręce pod jej top.

- Nie przy dzieciach- Zaśmiała się uśmiechając się przy tym znacząco. 


- Tatusiu! Tatusiu Drake i Jake mi dokuciają- Wysepleniła płacząc panicznie. Wziąłem ją na ręce tuląc do swojego torsu. 

- Drake! Jake! Przestańcie dokuczać siostrze!- Krzyknąłem w stronę chłopców, którzy biegali za sobą rzucając się nawzajem piłką.

-Tatusiu?Zapytała nie pewnie zgarniając niesforne kosmyki włosów na plecy.


-Słucham Cię?

- Chce mieć siostle- Wysepleniła patrząc na mnie swoim pełnym nadziei wzrokiem. Spojrzałem w stronę zakłopotanej Kelsey, która stała obok nas zupełnie nie wiedząc co ma zrobić.

- Kochanie pamiętasz jak mówiłem ci o zajączku który przyniósł Ciebie i braci?- Zapytałem zaczynając niepewnie. 

Mała przytaknęła delikatnie swoją małą główką.

- Wiesz kiedy przyniósł Ciebie powiedział nam że już więcej dzieci nie może przynieść

- Dlaciego?- Zauważyłem na jej twarzy smutek. Moje serce się krajało ale nie mogłem powiedzieć jej że mamusia jest bezpłodna i że ona i jej rodzeństwo było w domu dziecka. Nie mogłem również powiedzieć jej o tym że nie możemy wziąć jeszcze jednego dziecka bo nie chcemy by kolejne dziecko było narażane na niebezpieczeństwo jakie wiąże się z moim gangiem.

- Ponieważ kiedy przyniósł Ciebie i powiedział że nie przyniesie więcej dzieci chodziło mu o to że nie ma już tak bardzo słodkich dzieci jak wy.- zaśmiałem sie gilgocząc ją na co zaczęła się niekontrolowanie śmiać.

W jednym momencie wszystko zniknęło widziałem ciemność przez którą szedłem z Kelsey za rękę. Nagle stanęliśmy a przed nami znajdowała się jedna wielka dziura w której było pełno naszych dzieci.

- Proszę Pana! Panie Bieber- Usłyszałem głos po czym szybko otworzyłem oczy. 

Zauważyłem doktora który stał nade mną. Wstałem szybko stając na przeciw lekarza.

- Bardzo przepraszam.. Nie powinienem był tutaj zasypiać- Wytłumaczyłem się szybko.

- Jest dobrze nic nie szkodzi. Mam dla pana wieści.- Oznajmił na co od razu się otrząsnąłem.
- A więc sprawa pani Jones była poważna. Baliśmy się że stracimy je obie ale daliśmy radę. I dziecko i panna Jones żyją. Myślę że nie zostanie żadnych komplikacji na ciele dziewczyny. Na razie Kelsey śpi i myślę że obudzi się dopiero jutro rano. 

- O boże ! Dziękuje!- Powiedziałem przytulając doktora. Facet zaśmiał się na co się do niego przyłączyłem.

- Jednakże wskazane będzie żeby Kelsey dużo odpoczywała. Musi przez najbliższy tydzień leżeć cały czas w łóżku i żeby odpoczywać. Chciałbym też powiadomić Ciebie że ciąża jest zagrożona. Nie jest to bardzo niebezpieczne po prostu w tym wypadku wskazane jest by bardziej o siebie dbała.- Kamień spadł mi z serca kiedy dowiedziałem się że wszystko dobrze.

- Ulegną zmianie także nasze wizyty. Prosze o pojawianie się u mnie w gabinecie co  2 tygodnie.- Poinformował mnie po czym odszedł.
Mój wyraz twarzy zmienił się z zaniepokojonego na weselszy.

Zauważyłem że wszyscy śpią. Podszedłem do Netana i zacząłem go budzić.

- Hmm?- Zapytałam dopiero co otwierając oczy.

- Obie żyją! Kelsey i mała! Żyją- Krzyknąłem radośnie na co wszyscy się pobudzili. 

- Stary! Musisz się tak drzeć?- Sapnął Jake. Na co wszyscy spojrzeli na mnie.

- Kelsey żyje ! Obie żyją!- Krzyknąłem ponowie uśmiechając się. Wszyscy uśmiechnęli się na tę wieźć ale kiedy mój wzrok padł na Lauren zobaczyłem że jej szyja jest lekko różowa i  widziałem że płacze. Bała się. Dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę. Bała się strasznie. Bała się mnie. 
Podszedłem  do niej na co wzdrygnęła. Usiadłem na ziemi obok dziewczyny patrząc się na nią.

- Przepraszam- Wyszeptałem jej do ucha przytulając się do jej boku. Myślałem że mnie odepchnie ale ona wpadła w historyczny płacz. 


- Kocham Cię Jay- Wydukała. 

- Ja Ciebie też Lauren- Odpowiedziałem po chwili. Dziewczyna spojrzała na mnie smutno, otworzyła usta i chciała coś powiedzieć ale szybko zamknęła je ocierając swoje łzy.

Wstałem  po czym powoli wszedłem do sali. Kelsey spała spokojnie. Usiadłem koło niej łapiąc jej rękę w swoją. 
Ona jest dla mnie wszystkim. Wszystkim czego sobie mógłbym zapragnąć. Jest moją kochanką, matką mojego dziecka i  dziewczyną. Kocham ją bardziej niż kogokolwiek. Pomimo tego w jakich okolicznościach się poznaliśmy i jak wyglądał nasz związek z początku to kocham ją pomimo wszystko. Moje uczucia się nigdy nie zmienią.
_________________________________________________________________________________
HEEJ
Więc macie rozdział:) Mam nadzieje że się podobał. Widzę że wcale nie chcecie komentować więc jedyne co wam powiem to to że albo usuwam to opowiadanie albo pisze dalej. 
Postarajcie się chociaż dobić 15 komentarzy! KIEDYŚ dawaliście nawet 40 KOMENTARZY A TERAZ? Maks 10 i koniec..


środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział CZTERDZIESTY DRUGI PART II

Obudziłam się rano sama w łóżku. Nie czułam się dobrze ale pomimo mojego samopoczucia zaprosiłam dzisiaj na taki '' Babski dzień'' LIly Lauren i Becky. Miał także przyjść Douglas ale nie dostał wolnego w pracy. Wstałam z łóżka od razu wędrując do łazienki nie czułam się nawet na tyle silna by stać pod prysznicem i schylać się co chwile żeby się umyć więc stwierdziłam że umycie twarzy  i rąk mi wystarczy. UBRAŁAM się dosyć luźno. Włosy pozostawiłam rozpuszczone. Pomalowałam sobie rzęsy po czym opuściłam łazienkę i zeszłam na dół do kuchni. Zrobiłam sobie naleśniki z czekoladą i owocami i zabrałam się za jedzenie, jednak nie dane było mi zjeść bo poczułam mdłości. Pobiegłam do toalety klękając prze sedesem. Zwróciłam całe śniadanie. Kiedy już opróżniłam żołądek wstałam powoli i umyłam zęby. Wzięłam koc z sypialni po czym skierowałam się na kanapę do salonu. Położyłam się delikatnie i przykryłam miękkim materiałem. Głaskałam brzuch mając nadzieje że już przestane czuć ten okropny ból w podbrzuszu.  Usłyszałam dzwonek do drzwi a po chwili do środka weszła Lauren.
- Hej skarbie słabo wyglądasz co się dzieje- Zapytała kiedy spostrzegła moją bladą twarz.

- Źle się czuje ale pewnie zaraz mi przejdzie. Mogłabyś podać mi te tabletki co leżą na szafie?- Zapytałam na co dziewczyna przytaknęła i wzięła do ręki pudełko.

- Ile wyjąć?

- Sześć- Powiedziałam

- Na pewno? Myślę że one są mocne Kelsey..

- To są witaminy po prostu musiałam włożyć je do innej buteleczki bo poprzednia mi pękła- Skłamałam. Przecież musiałam coś wymyślić gdyby nie to kłamstwo to wątpię dała by mi te tabletki. Dziewczyna niepewnie podała mi tabletki po czym  sięgnęła po butelkę wody i nalała ją do szklanki.
Łyknęłam wszystkie tabletki za jednym razem po czym usłyszałam kolejny dzwonek do drzwi.
 Wstałam z kanapy idąc w kierunku drzwi. Otworzyłam je od razu witając sie z dziewczynami.

- Coś się stało? Jesteś strasznie blada- Zaniepokojona Lily podeszła do mnie dotykając ręką mojego czoła.

- Nic mi nie jest to pewnie jakaś grypa czy coś- Stwierdziłam choć nie byłam tego taka pewna.

- Grypa? Kelsey nie pieprz, jest maj! Na dworze jest gorąco a ty drżysz z zimna!

- Dajcie spokój!- Podniosłam ton na co dziewczyny się zdziwiły.

- Okej słuchajcie idziemy do kuchni robić przekąski!- Pisnęła Lauren biegnąc ku kuchni.

Nie miałam na nic ochoty i wiedziałam że ten dzień nie może skończyć się dobrze.
 Minęła godzina rozmawiania kiedy poczułam się słabo. Wstałam idąc do dziewczyn które w kuchni robiły lasage. Weszłam do przedpokoju i nagle poczułam się cholernie źle. Opadłam na podłogę. A później nastała ciemność.

*****JUSTIN'S POV*****
 
Pojechałem rano z chłopakami do nowego domu. Siedzieliśmy tam do około godziny 12. Głównie sprawdzając czy wszystkie meble zostaną wniesione do domu. Gdy już chłopacy z firmy meblowej skończyli wnosić rzeczy zapłaciłem im po 20 dolarach za pomoc i pożegnałem się z nimi dziękując przy tym za przysługę. Kiedy już skończyliśmy ustawiać wszystko wzięliśmy się za pokój małej.
ściany były ciemno fioletowe, łóżeczko było białe. Znajdowały się także dwie szafy o ciemno brązowym kolorze na których są już poukładanie ubranka i na półkach obok książki i zabawki. W pokoju również były 2 fotele koloru fioletowego które głównie będą służyły dla mnie i Kelsey i Kanapa na której  będzie można położyć się gdyby mała nie mogła zasnąć . Na ziemi znajdowała się biała duża wykładzina która pokrywała podłogę w całym pokoju. 

- Cholera zmęczyłem się- Zaśmiał się Netan gdy skończył razem ze mną skręcać łóżko.

- Kelsey będzie na nas cholernie zła za to że przygotowaliśmy wszystko sami- Wymamrotałem drapiąc się po karku.

- Jest w ciąży wiecie dobrze że jak Kels by wybrała meble to spędzałaby przy budowie całe dni. Truła by nam tyłki o wszystko co źle byśmy postawili więc tak będzie najlepiej dla wszystkich- Zaśmiał się Bruce by wszyscy zaraz mogli wybuchnąć śmiechem.

- Więc jak nazwiecie tego szkraba?- Zmienił temat Jake

- Nie myśleliśmy nad tym jeszcze. Dzisiaj mamy usiąść wieczorem i pomyśleć. 

- Nadal nie moge uwierzyć że moja siostra będzie miała dziecko z tobą.

- Czas uwierzyć bo sądzę że niedługo zostaniemy rodziną i może później zostaniesz kolejnym wujkiem- Zaśmiałem się 

- Pieprzysz! Chcesz się jej oświadczyć?- Zapytał Netan praktycznie w tym samym czasie co reszta chłopaków na co przytaknąłem śmiejąc się pod nosem 


- Myślałem o tym. Mam pierścionek schowany w samochodzie  i Mam zarezerwowany stolik w The Foyer At Claridge's na jutro więc tak chce się jej oświadczyć.

- No ale zapomniałeś o najważniejszym- Pokręcił głową Net

- O czym?

- Wiesz skoro mój ojciec nie żyje to właśnie mnie powinieneś spytać się o jej rękę- Oznajmił na co otworzyłem szerzej oczy. Zapomniałem całkowicie o tym i chociaż w rzeczywistości to nie było tak ważne  to jednak ja czułem potrzebę by mieć zgodę od Netana.

- A Więc czy mógłbym prosić cię o rękę Kelsey?- Zapytałem  całkiem poważnie.

- Jeżeli obiecujesz traktować ją dobrze. Nie ranić jej ani dziecka  to owszem możesz poprosić ją o rękę.- Chłopak ścisnął mnie w braterskim uścisku.


Już mieliśmy się zaśmiać kiedy zadzwonił mój telefon. 

- Tak kochanie?- Zapytałem odbierając
- Tutaj Lily. Kelsey zemdlała. Dziewczyny już zadzwoniły po karetkę, zabrali ją na noszach. Z jej macicy wydobywała się krew.. Ja nie wiedziałam co robić.- Zaszlochała. Na co zacząłem sie trząść.

- Jedźcie do tego szpitala zaraz tam będziemy- Wybełkotałem po czym rozłączyłem się i zacząłem rozglądać.

- Kelsey jest w szpitalu  zemdlała coś jest chyba nie tam z dzieckiem- Zaszlochałem biegnąc szybko do samochodu. Chłopacy powsiadali do wozów po czym pojechaliśmy do szpitala.
 Wbiegłem do środka  kierując się wewnątrz korytarza.

- Prosze Pana! Do kogo pan przyszedł?- Zapytała pielęgniarka zatrzymując mnie

- Moja narzeczona jest w ciąży. Kelsey Jones przywieziono ją tutaj przed chwilą- Powiedziałem na jednym w dechu

- Jest na  Końcu korytarza sala numer 20.
 Dziewczyny siedziały prze salą i płakały.

- Ja nie wiedziałam! Ja nie chciałam! Wybacz mi Justin! Ja nie chciałam- Płakała panicznie Lauren  wtulając się w mój tors.

- Ciii. Spokojnie powiedz mi co się stało. Czego nie chciałaś?- Starałem się ją uspokoić biorąc jej twarz w moje dłonie. Sam miałem łzy w oczach i trzęsłem się ale cholernie przerażała mnie ta dziewczyna.

- Ona od samego rana jak przyszłam pierwsza była strasznie blada. Powiedziała żebym jej podała tabletki które leżały na szafce w salonie. Powiedziała że mam dać jej sześć podejrzewałam że są silne ale ona powiedziała że to tylko witaminy i że musiała je przełożyć do innego pudełka. Byłam taka głupia że jej uwierzyłam. Nie chciałam Justin wybacz mi proszę.. Nie chciałam ich skrzywdzić!- Zapłakała. Nie wiedziałem czy mam ją odepchnąć czy pocieszyć. Nie miałem nawet czasu na rozmyślanie nad tym bo z sali wyszedł lekarz.


- Czy Pan jest narzeczonym i ojcem dziecka?- Zapytał na co skinąłem.

- Sprawa jest gorsza niż myślałem. Musi pan wybierać między córką a narzeczoną. - Powiedział na co zacząłem płakać.
 To najgorszy moment w moim życiu wybierać między dwoma najważniejszymi kobietami.
_______________________________________________________________________
Jestem!:)
Rozdział jest nudny. Nie planowałam w ogóle takiego zwrotu akcji i takiej katastrofy więc z góry przepraszam.  Wybaczcie mi za tak rzadkie dodawanie rozdziałów ale nie mam na razie czasu. Przepraszam was za wszystko. Jak będę miała pomysł na kolejny rozdział to go szybko napisze i dodam.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ