wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział CZTERDZIESTY SIÓDMY PART II

3 dni jazdy samochodem aż w końcu dotarliśmy pod dom rodziców Justina. Te trzy dni mnie wymęczyły. Byliśmy z Justinem w hotelu gdzie się umyliśmy, wyspaliśmy i najedliśmy.
- Kochanie dobrze się czujesz?- Zapytał Justin kiedy niespokojnie głaskałam brzuch.

- Boję się.. Co jeśli twoi rodzice  nie zaakceptują ciąży? Albo znienawidzą mnie za to że jest zagrożona..- Wyszeptałam czując jak moje oczy zaczynają zalewać się łzami. Cholerne humory ciążowe.

-Shh.. Nie wolno ci się denerwować- Przypomniał mi łapiąc za mój podbródek tak bym na niego spojrzała. Kiedy już na niego spojrzałam, chłopak otarł moje łzy składając na mych ustach delikatny pocałunek.

- Nie wolno ci tak myśleć. Moja rodzina już cię pokochała, nie ma możliwości by cię znienawidzili. Nie masz się czym martwić kochanie- Wymamrotał ponownie wpijając mi się w usta. Oddałam pocałunek kładąc ręka na policzku chłopaka. Chłopak miał lekki zarost co troszeczkę mi przeszkadzało.

- Justin. Musisz się ogolić- Powiedziałam chichocząc. Chłopak pokręcił głową śmiejąc się. Wyszedł z samochodu po czym otworzył drzwi z mojej strony i pomógł mi wysiąść. Razem za rękę wtulona w bok Justina  dotarłam do drzwi. Justin zadzwonił dzwonkiem do drzwi.  Można było usłyszeć kłótnie między Jazzy a Jaxonem o to które z nich otworzy drzwi. Minęło zaledwie parę chwil a drzwi zostały otworzone przez Jazzy. Kiedy nas zobaczyła otworzyła szeroko oczy. Od razu uśmiech pojawił się na jej twarzy.

- Boże Jaxo! Patrzy kto przyjechał!- Krzyknęła na co zachichotaliśmy. Dziewczyna przytuliła nas oboje wpuszczając nas do środka.

- Kelsey!- Pisnął Jax przytulając mnie.

- A o mnie zapomnieliście- Oburzył sie Justin całując mój polik.
Jak na zawołanie dzieciaki go przytuliły.

- Gdzie są rodzice?- Zapytał chłopak rozglądając się po kuchni w której teraz siedzieliśmy.

- Pojechali po Zaca. Ma do nas przyjechać na dwa tygodnie- Wysyczała Jazzy. Spojrzałam na Justina dostrzegając że jego oczy ciemnieją a pięści zaciskają się. Bałam się takiego Justina. Delikatnie odsunęłam się od chłopaka ale Justin nie pozwolił mi na to bym odeszła od niego. Spojrzałam zaniepokojona na niego. Jego oczy były w tej chwili karmelowe.

- Nie bój się mnie kochanie. Nic ci nie zrobie. Obiecałem-Wyszeptał tak jakby był zawiedziony tym że nadal są sytuację w których się go boje.

- Przepraszam- Wydukałam

- Nie przepraszaj, nie masz za co. Po prostu postaraj się mi zaufać w tej kwestii.- Poprosił składając muśnięcie na mojej odkrytej szyi.

- Kelsey?- Spojrzała na mnie dziwnie Kelsey.

- Tak?

- Czy ty jesteś w ciąży?- Zapytała jakby nie dowierzając.

- Tak. Szósty miesiąc prawie Siódmy już - Uśmiechnęłam się delikatnie.

- Znacie płeć?- Zapytała

- Dziewczynka- Odpowiedział za mnie Justin.

- To cudownie!- Krzyknęła dziewczyna. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Dziewczyna pobiegła do drzwi otwierając je. Spojrzeliśmy w tamtą stronę dostrzegając Jazzy całującą jakiegoś chłopaka. Był wyższe od niej ale nie dużo parę centymetrów. Kiedy położył ręce na tyłku Jaz Justin nie wytrzymał i się odezwał.

- Zabieraj te łapy z jej tyłka chłopcze- Wysyczał Justin. Chłopak jak oparzony odwrócił się patrząc na nas. Jazy przewróciła oczami kierując się w naszą stronę.

- To jest Justin. Mój starszy brat i jego dziewczyna Kelsey.

- Narzeczona- Poprawił ją Justin.

- Gratuluje ciąży- Chłopak uśmiechnął się ciepło

- Dzięki- Odpowiedział Jay.

- Justin, Kelsey To jest Harry. Mój chłopak- Chłopak przytulił do swojego boku dziewczynę.

- Ohh.. Justin jestem głodna- Zaskomlałam na co wszyscy się zaśmiali.

- Na co masz ochotę?

- Nie wiem Jay. Potrzebuje jedzenia

- W zamrażarce są lody. CO prawda już rozpoczęte prze ze mnie i Harrego ale raczej starczą jeszcze- Powiedziała wyjmując z zamrażarki. Lody M&m's czekoladowe. Dziewczyna podała mi pudełko i łyżkę.
Usiadłam na siedzeniu zaczynając jeść. Przy okazji nakarmiłam też Justina. Minęło pare godzin od naszego przyjazdu. Kiedy usłyszeliśmy że ktoś wchodzi do domu. Pattie, Jeremy, Babcia i Dziadek Justina i Chłopak który zapewne nazywał się Zac.

- O boże dzieci- Pisnęła Pattie przytulając nas oboje. Przywitaliśmy z się z wszystkimi. Justin był zmieszany jeżeli chodzi o tego chłopaka, dlatego przywitałam się z nim poprzez podanie ręki. Usiedliśmy wszyscy w salonie. Na swoich kolanach trzymałam Codiego który bawił się moją bransoletką na ręku.

- Chcielibyśmy wam coś ogłosić- Powiedział Jay.

- Spodziewamy się dziecka. A dokładniej dziewczynki

Pattie rozpłakała się na dobre. Babcia Justina też się wzruszyła. Ogólnie wszyscy za wyjątkiem Zaca się cieszyli.

- Mój synek zostanie ojcem- Zapłakała Pattie. Justin podszedł do swojej mamy przytulając ją mocno. Pocałował ją w głowę.

- Gdzie zamierzasz rodzić?- Zapytała po chwili Babcia Justina- Słyszałam o jednej klinice- Zaczęła ale nie dano jej  skończyć bo Zac jej przerwał.

- Przestań babciu..

- Nie. Naprawdę chciałabym posłuchać co chciała pani powiedzieć. Ja sama ostatnio myślałam nad porodem i w sumie nie uzgodniłam tego z Justinem ale myślałam o porodzie tutaj w Kanadzie- Powiedziałam.

- Naprawdę? To jest dobry pomysł- Pattie uśmiechnęła się

- Tak ale z drugiej strony spójrz kochanie na to że jak urodzisz to nie będziemy mogli ją od razu zabrać z powrotem do Californi Plus trzeba będzie ściągnąć tutaj wszystkich którzy będą chcieli być przy porodzie- Wyjaśnił Justin. W sumie ma trochę racje.

- Zastanowimy się nad tym innym razem- Powiedziała babcia Justina na co wszyscy przytaknęli.

***
Moja głowa spoczywała na twardym od mięśni brzuchu Justina.
- Justin..-Mruknęłam niepewnie bawiąc się końcówkami swoich włosów
-Tak?- Zapytał spuszczając głowę aby spojrzeć na mnie.
Przez chwilę panowała cisza. Gdy jego brązowe jak czekolada tęczówki wpatrywały się z blaskiem we mnie.
- Yhm.. Myślisz że damy radę w wychowaniu jej?..
- Musimy. Zawsze będą przy nas przyjaciele i moja rodzina. Kiedy będzie nam ciężko zawsze ktoś nam pomoże.
-Myślałam nad imionami. Lily? hailee?Emily?Amy?- Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Amy Bieber- Chłopak wyszeptał na co uśmiechnęłam się od razu.
- Amy Hailee Bieber. Co ty na to?
- To jest cudowne. Jeszcze tylko wystarczy zmienić twoje nazwisko i wszystko będzie tak jak należy.
- Dokładnie.- Zgodziłam się cmokając jego usta. Chłopak jednak nie dał mi się odsunąć, wpił się zachłannie w moje usta. Jego ręce powędrowały na moje pośladki. Wszystko było by w tej chwili idealnie gdyby nie osoba która właśnie weszła do pokoju.
- Nie przeszkadzajcie sobie. Z chęcią Zobaczę jak Jay posuwa laskę- Powiedział Ohydnie Zac na co wzdrygnęłam.
- Spierdalaj stąd kutasie!-Wysyczał Justin podnosząc się. Widząc moje przerażenie przytulił mnie.
- Swoją drogą nieźle musieliście się zabawić na taki efekt. Twoja laska wygląda jak ciężarówa- Zaśmiał się ironicznie. Moje oczy zaszkliły się. Justin wstał szybko uderzając Zaca z pięści w twarz.
- Nigdy więcej nie zwracaj się w ten sposób do mojej narzeczonej- Krzyknął uderzając chłopaka po raz kolejny. Wstałam z łóżka uciekając w kierunku łazienki. Zamknęłam się w środku udając się prosto pod toaletę. Przymusiłam się do wymiotów, zwracając wszystko co dzisiejszego dnia zjadłam. Mój płacz mieszał się z odgłosem wymiotów. Jestem gruba. Dlatego musze to zmienić.
________________________________________________________________
HEEJ!
Niedługo koniec opowiadania ale jeżeli chcecie kontynuację tej histori to piszcie w komentarzach:)
Wszelkie pytania kierujcie do mnie na TT= @Jessibelieberjb



poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział CZTERDZIESTY SZÓSTY PART II

Płakałam już dość długo. Nie mogłam przestać. Od płaczu bolał mnie brzuch.
- Kelsey kochanie otwórz- Powiedział błagalnie Douglas
Dławiłam się płaczem. Słyszałam kroki po czym znów ktoś zapukał.

- Skarbie.. To ja Justin, otwórz proszę- Justin wyszeptał. Wstałam powoli. Trzymając się  za brzuch otworzyłam drzwi.

- Ohh.. kochanie- Chłopak złapał mnie przed upadkiem. Wtuliłam się w niego płacząc panicznie. Chłopak ze mną na swoich kolanach usiadł na skraju wanny. Widziałam Douglasa, stał we framudze drzwi spoglądając na mnie smutno.

- Shhhh. Powiedz mi co się stało- Jay pogłaskał  mój brzuch.

- Nie wiem co się stało.. Zrobiło mi się tak nagle smutno i po prostu zaczęłam płakać. Zaczął boleć mnie brzuch.- Wydukałam wycierając łzy. Skłamałam. Poczułam się źle bo łamie serce najlepszemu przyjacielowi. Może kiedyś powiem Justinowi prawdę, ale nie chce go martwić.

- Już dobrze słoneczko.. Shhh.. Może chcesz się położyć?- Zapytał dalej głaszcząc naszą córkę.

- Nie.. Jest dobrze, muszę się tylko uspokoić- Wyszeptałam, wstając z kolan chłopaka.

- Pójdę zrobić ci herbatę i przyniosę ci babeczkę na poprawę humoru.

- Nie! Tylko nie babeczki! Przejadłam się już nimi- Zachichotałam  na co Justin mi zawtórował. Jay pocałował mnie delikatnie w usta, po czym poszedł. Podeszłam do Douglasa przytulając się do niego.

- Powinienem pójść- Powiedział chłopak. Pokręciłam głową przecząco..

- Jest dobrze, po prostu bawmy się jak gdyby nigdy nic- Wyszeptałam całując go w polik.

- Dobra. Ale najpierw  pokaż mi pierścionek- Pisnął.
Pokazałam chłopakowi moje cudo, które noszę na palcu.

- No postarał się chłopak- Zaćwierkał radośnie.

-  Dziękuje! Starałem się- Do rozmowy nagle włączył się Justin podając mi herbatę.

- Justin Bieber. Narzeczony Kelsey- Justin przedstawił się Dougliemu.

- Douglas Booth. Przyjaciel z pracy - Chłopak przedstawił się uśmiechając lekko.

- Kochanie nie wyglądasz najlepiej. Może jednak pójdziesz się położyć?- Zapytał głaszcząc mój brzuch.

- Jay ma rację. Połóż się a my w tym czasie się lepiej poznamy- Douglas wtrącił szybko.

- Ale tylko na chwilkę- Wyszeptałam błagalnie

- Dobrze kochanie- Odpowiedział Justin.

Poszliśmy do jak myślę ''Naszej Sypialni'' Zdjęłam buty  po czym położyłam się do łóżka przykrywając się szczelnie kołdrą. Zamknęłam oczy gładząc brzuszek. Przyjemność ogarnęła moje ciało.

JUSTIN'S POv
Wyszedłem z sypialni kierując się o kuchni. Wyciągnąłem dwa piwa. Podałem jedno Douglasowi a sam otworzyłem swoje.

- Zasnęła?- Zapytał popijając piwo

- Yeah.. Ostatnio ma dziwne zmiany humoru. Do tego dochodzi zagrożenie ciąży- Westchnąłem głośno.

- Ciąża jest zagrożona?- Zapytał zdziwiony.

- Tak. Kelsey przesadziła z tabletkami przeciwbólowymi. Jutro jedziemy do Kanady i tam pójdziemy na badania.

- Do Kanady?

- Do mojej rodziny. Chcemy podzielić się wiadomością o ciąży ze wszystkimi- Powiedziałem na co chłopak skinął. Spojrzałem  na prezenty które przynieśli wszyscy.

- Będzie co rozpakowywać- Zaśmiałem się.

- Nie wiedziałem czego najbardziej chcecie więc kupiłem wam dożywotni zapas pieluch- Zaśmiał się a ja z nim.

***
Kiedy wszyscy wyszli z domu albo poszli do siebie na górę, zamknąłem drzwi na klucz kierując się do salonu. Wziąłem wszystkie brudne naczynia  po czym włożyłem brudne naczynia do zmywarki. Doprowadziłem mieszkanie do porządku a później sam się umyłem. Wszedłem po cichu do sypialni. Kelsey leżała wtulona w poduszkę, delikatnie i powoli ułożyłem się na łóżku obok dziewczyny. Wtuliłem się w jej plecy, głaszcząc jej brzuszek. Po chwili razem z dziewczyną w swoich ramionach zasnąłem z uśmiechem na ustach.

KELSEY'S POv
Obudziłam się wtulona w Justina. Chłopak leżał bez koszulki opatulając swymi ramionami mój brzuch. Wstałam powoli dostrzegając, że jestem w bieliźnie. Narzuciłam na siebie jedną z koszul Justina, po czym skierowałam się do kuchni, pomimo tego że dopiero wczoraj Juss pokazał  mi urządzony '' Nasz Dom'' to już wiedziałam gdzie co jest. Dzisiaj czułam się dobrze, nawet bardzo dobrze. Dlaczego?
Dlatego, że dzisiaj razem z Justinem jedziemy do jego rodziców. Tam też pojedziemy na USG. 
Zrobiłam gofry po czym rozłożyłam je na talerzach, nalałam do szklanek soku pomarańczowego po czym ułożyłam wszystko stole. Kiedy już prawie wszystko było gotowe poszłam do sypialni.

- Jay... Czas wstawać- Wyszeptałam do chłopaka.

- Mmm.. Tak mnie budź codziennie- Wymruczał Rozciągając się po czym wstał dając mi słodkiego całusa.

Zeszliśmy do kuchni od razu siadając przy stole.

- Kochanie mogłabyś podać mi Nutelle?- Zapytał  Justin na co skinęłam

- Proszę- Podałam chłopakowi Nutelle sama delektując się  frużeliną na swoich gofrach.

- Jak się dzisiaj  czuje mamusia i córeczka?- Zapytał uśmiechając się lekko.

- Bardzo dobrze. Dzisiaj już kopała jak robiłam śniadanie- Uśmiechnęłam się

- Swoją drogą Douglas kupił nam 6 kartonów pieluch- Justin zaśmiał się kontynuując jedzenie.


***
PO zjedzonym śniadaniu pożegnaliśmy się ze wszystkimi po czym pojechaliśmy do domu się spakować.
Kiedy już wszystko było gotowe ubrałam się po czym z Justinem za rękę poszliśmy do samochodu.
Boje się. Nie wiadomo jak zareaguje rodzina Justina na wieść o tym że jestem w ciąży..
Mogą być na nas źli bo przecież z Justinem nie mamy ślubu. Mogą także być źli na mnie on to że ciąża jest zagrożona. W końcu to moja wina..

ZOSTAŁY 2 MIESIĄCE I 42 DNI  DO PORODU. 
Przygotowania czas zacząć.
__________________________________________________________________________________
HEJ!
przepraszam!
Wiem że rozdział jest tak późno i jest taki krótki ale postarajcie się mnie zrozumieć. Mam jeszcze naukę do tego jestem chora i chciałabym spędzić ostatnie dni szkolne z przyjaciółmi, ponieważ nie długo roztajemy się i każdy idzie do innej szkoły.
Postaram się dodać rozdział w ciągu niecałych dwóch tygodni.
DO ZOBACZENIA!



niedziela, 25 maja 2014

Rozdział CZTERDZIESTY PIĄTY PART II

Obudziłam się z uśmiechem na twarzy. Na samo wspomnienie wczorajszego wieczoru poczułam te miłe motylki w brzuchu. Wczoraj po kolacji pojechaliśmy do domu. Mieliśmy cały dom dla siebie. Po raz pierwszy od czasu kiedy z Justinem zeszliśmy się  uprawialiśmy seks. Okazało się że Jay bardzo się zmienił, był bardzo delikatny. Z każdym swoim ruchem patrzył mi w oczy. Z początku bał się że podczas seksu możemy zrobić coś małej ale uspokoił się widząc że jego ruchy wcale nie sprawiają mi bólu tylko przyjemność.
Poczułam kopnięcie dzięki czemu uśmiechnęłam się ponownie. Poczułam rękę Justina gładzącą mój brzuch.

- Dzień dobry kochanie- Przywitał mnie namiętnym pocałunkiem.

- Hej- Odszeptałam naciągając kołdrę na moje piersi.

- Jak się czujesz słoneczko?

- Wspaniale- Cmoknęłam jego usta

- Musimy iść pod prysznic, ponieważ mam dla ciebie dzisiaj  zaplanowaną drugą niespodziankę.- Wyszeptał podnosząc się do pozycji siedzącej. Wtuliłam się w jego plecy kładąc głowę w zagłębieniu jego szyi.

- Dalej skarbie wstawaj- Zachichotał pomagając mi wstać. Wtuleni w siebie poszliśmy pod prysznic.

- Justin..- Jęknęłam chcąc jego uwagi- Potrzebuje Cię. Tak strasznie cię pragnę- Wyszeptałam w jego usta.
 Chłopak uśmiechnął się cwaniacko w moją stronę biorąc mnie na ręce i wychodząc do sypialni. Położył mnie na łóżko całując mój brzuch. Po chwili jego usta rozbiły się o moje w namiętnym pocałunku.Jego dłonie masowały moje biodra. Nasze pocałunki były pełne pasji i namiętności.  Nie minęła chwila a ja poczułam ja Justin wchodzi we mnie. Jęknęłam z przyjemności jaka ogarnęła moje ciało. Justin syknął  poruszając się we mnie delikatnie. Jęczałam cicho w ucho chłopaka drapiąc go po plecach. Nasz stosunek nie trwał krótko. Po około  godzinie oboje z Justinem doszliśmy. Chłopak położył się obok mnie cmokając brzuch. Leżeliśmy oddychając nie równo. Kiedy już myślę że oboje odpoczęliśmy Justin zaczął mówić:

- Teraz to naprawdę musimy się umyć- Sapnął wstając. Jak zwykle pomógł mi wstać.

Po prysznicu  UBRAŁAM SIĘ . Włosy spięłam w luźnego koka na czubku głowy po czym delikatnie się pomalowałam.  Wyszłam z łazienki i zobaczyłam Justina. Wyglądał SEKSOWNIE.

- Wyglądasz tak dobrze- Chłopak wymruczał mi do ucha ściskając delikatnie mój tyłek.

- Czy możemy już jechać? Jestem trochę głodna- Jęknęłam tupiąc nogą. Chłopak zaśmiał się głośno łapiąc mnie za rękę i wyprowadzając z domu. Z jego pomocą weszłam do jego samochodu.

JUSTIN
Zajechałem do Mcdonalda  gdzie razem z Kelsey zjedliśmy śniadanie. Czułem się dzisiaj wspaniale. Byłem zaskoczony tym że Kels chciała zostać moją narzeczoną. W końcu kto chciałby być z kryminalistą i damskim bokserem? Wczorajszy dzień był najlepszy. Nie sądziłem że Kelsey będzie chciała się kochać po tym wszystkim. A jednak oddała mi się cała. Mam nadzieje że będzie zadowolona z mojej niespodzianki.

- Gdzie jedziemy?- Zapytała już chyba piąty raz z kolei.

- Kochanie daj spokój i bądź cierpliwa. Zaraz będziemy na miejscu- Wymruczałem skręcając w lewo. Chwile później zatrzymałem się na podjeździe przed domem. 

- Co my tutaj Robimy?- Zapytała  gdy pomagałem jej wysiąść z auta. Wziąłem moją narzeczoną za rękę prowadząc ją do środka domu. Zakryłem jej oczy czarną opaską. Dałem chłopakom znać żeby poszli do pokoju. Zaprowadziłem Kels do naszej części domu. Kiedy weszliśmy już do pokoju dziecka zdjąłem powoli dziewczynie opaskę z oczu. 

- Niespodzianka!- Wszyscy krzyknęli  gdy  zobaczyli że Kels już nie ma opaski na oczach. Dziewczyna rozejrzała się do okoła trzymając nadal swój brzuch. W pewnym momencie obróciła się wtulając we mnie.Zapłakała cicho.

- Dziękuje!- Zaszlochała kładąc  głowę na moim torsie. Schyliłem się całując jej czoło. Dziewczyna obróciła się patrząc na wszystkich.

- To jest boskie- Wyszeptała patrząc na zdjęcia USG wiszące na ścianie.
- Nie wierze że zrobiliście to wszystko- Spojrzała na nas uśmiechając się.
- Dziękuje bardzo, to dla mnie dużo znaczy.

- Nie ma za co. To była dla nas czysta przyjemność zrobić Ci taką niespodziankę.- Odpowiedział Bruce na co wszyscy przytaknęli.

- Z resztą nie chcieliśmy męczyć cię całym tym umeblowaniem domu dlatego wszystko zrobiliśmy sami- Netan Uśmiechnął się ciepło w naszą stronę.

- Chodźcie coś zjeść. Lily przygotowała coś dobrego - Pisnął Jake na co wszyscy zaczęli się śmiać. Poszliśmy do kuchni po drodze Kelsey zwiedzała cały dom. W salonie Na ścianie wisiały wszystkie moje zdjęcia z Kelsey. Było zdjęcie z rodzicami moimi i  Kelsey ze swoimi. Weszliśmy do KUCHNI.  Widziałem jak oczy Kelsey błysnęły z zachwycenia. Chwile później dziewczyna jadła już babeczkę. Wszyscy zachichotaliśmy. Podszedłem do mojej narzeczonej przytulając się do jej pleców. Delikatnie pogłaskałem jej brzuch, składając pocałunek na jej szyi. Dziewczyna jęknęła cicho obracając się w moją stronę.


- A więc myśleliście już nad imieniem?- odchrząknął Netan, przerywając nam nasze pieszczoty. Uśmiechnąłem się cwaniacko Składając krótki pocałunek na ustach Kelsey.

- Nie myśleliśmy jeszcze nad tym. Myśle że mamy jeszcze trochę czasu- Odpowiedziałem
KELSEY
Od kiedy zobaczyłam cały dom jestem w niebo wzięta. Pokój naszej kruszynki był cudowny. Jej łóżeczko było białe w środku z fioletową kołderką i niebiecką poduszką. Justin zadbał o wszystko. Począwszy od bajek czytanych i słuchanych, misiach a kończywszy na ubrankach i smoczkach. Kiedy zobaczyłam resztę ''naszego domu'' oszalałam. Wszystko było tak pięknie umeblowane. W końcu mieliśmy swój kąt, nie był  on mały co także mnie cieszyło. Gdy zobaczyłam co Lily i Lauren przygotowały na uczczenie narodzin małej  wzruszyłam się. Chwile później jadłam pyszności. 
Rozmawialiśmy głównie o dziecku. Zaprosiliśmy jeszcze parę osób  do nas między innymi Douglasa, Becky, brata Nicolasa i dziewczynę Johna. 

- Moglibyśmy porozmawiać?- Usłyszałam za sobą kiedy robiłam sobie herbaty. Odwróciłam się widząc przed sobą JAKE'A, który ani na chwile nie odrywał ode mnie wzroku. Skinęłam niepewnie głową. Chłopak przeszedł do pustego korytarza. Poszłam za nim, zatrzymaliśmy się  w najcichszym miejscu.

-Więc o co chodzi?- Zapytałam bawiąc się swoimi palcami. Czy się bałam? Tak. Wiem jaki jest Jake i moge spodziewać się po nim wszystkiego co najgorsze.

- Nie wiem jak mam się za to zabrać-  Chłopak podrapał się po karku
- Chciałem przeprosić. Wiesz  nasze pierwsze spotkanie nie było jakieś przyjemne. Nie chcę żebyś myślała o mnie jak o kimś kogo powinnaś się bać. Zbierałem się długo na to by cię przeprosić i byśmy zaczęli od nowa. Przepraszam za to jaki byłem dla ciebie - Odpowiedział. Spojrzałam zdziwiona na niego. Po chwili ciszy w końcu się odezwałam.

- Ymm. Myślę że możemy zacząć od początku. Przyjmuje twoje przeprosiny i dziękuje  za to że w końcu odważyłeś się zakończyć ten spór. - Powiedziałam cicho.

- Mógłbym cię przytulić?- Zapytał na co niepewnie skinęłam. Chłopak delikatnie przytulił się do mnie. Odwzajemniłam uścisk.

- Co tu się dzieje?- Usłyszałam głos Justina. Szybko razem z Jake'm odsunęliśmy się od siebie.

- Jake przeprosił mnie za nasz pierwsze spotkanie. Wiesz..- Odpowiedziałam Uśmiechając się ciepło do obu chłopaków. Justin już miał coś powiedzieć  ale zadzwonił dzwonek do drzwi.

- Zaraz wracam- Powiedziałam szybko całując Justina w policzek. W szybkim tempie poszłam otworzyć drzwi. Moim oczom ukazał się Douglas.

- Witaj piękna- Chłopak przywitał mnie całusem w policzek. Wtuliłam się w chłopaka.

- Boże tęskniłam za tobą- Wydukałam.

- Nie wolno ci płakać kochanie.Też za tobą bardzo mocno tęskniłem.

- Jak tam twoja dziewczyna?- Zapytałam gdy już się przywitaliśmy.

- Nie jesteśmy razem. To jednak nie było to coś. Za to słyszałem że ty się zaręczyłaś- Odpowiedział smutno.

- Nadal coś do mnie czujesz?- Zapytałam prosto z mostu.

- Tak- Odpowiedział spuszczając wzrok. Jego oczy załzawiły a po jego policzkach pociekły łzy.

Właśnie poczułam jak moje serce się łamie. Kocham Justina ale Douglas był i jest dla mnie nadal kimś ważnym. Nie myśląc dłużej nad niczym wybiegłam do łazienki zamykając się w niej. Zaczęłam płakać histerycznie.
__________________________________________________________________________________
Hej!
Wiem że nikt nie czyta mojego opowiadania więc nie wiem co już robić. Przepraszam osoby które myślały że rozdział będzie lepszy. Niestety nie mam  czasu. Obiecuje jednak wam że niedługo rozdziały będą dodawane częściej. Przepraszam was jeszcze raz bardzo mocno.
 



piątek, 23 maja 2014

INFORMOWANI!

 Hejjj <3
A więc będę was informować o nowych notkach albo rozdziałach dodawanych na tego bloga:)
Chętni niech podadzą w komentarzu swojego Twittera.
Osoby które chcą zapytać mnie <autorkę> Albo o mnie albo o mojego bloga niech zadają pytania NA MOJEGO ASK'A
Ps. Następny rozdział powinien pojawić się za pare dni :)

niedziela, 11 maja 2014

Rozdział CZTERDZIESTY CZWARTY PART II

Szedłem z kawą w ręku w kierunku sali gdzie leżała Kelsey. Wszedł po cichu siadając na krześle tuż obok łóżka Kelsey. Miała założoną maskę z tlenem i była podłączona do różnych urządzeń które monitorowały jej stan zdrowia. Dziewczyna otworzyła powoli oczy, kiedy poczuła mój dotyk na jej ręce. Jej piękne brązowe oczy, które w świetle zmieniały kolor na ciemną zieleń, były ospałe i smutne. Wciąż wyglądała pięknie, jak zawsze tylko tym razem bez tych iskierek szczęścia i uśmiechu wymalowanego na całej twarzy.

- Przepraszam- Wyszeptała smutno w moim kierunku. Patrzyła w dół. Nic nie odpowiedziałem.
Moje oczy zalały się łzami. Przeczesałem palcami swoje roztrzepane włosy.
- Przepraszam że przeze mnie prawie ją straciliśmy. Zrozumiem jeżeli nie chcesz już byś ze mną- Wydukała po czym od razu zasłoniła twarz rękoma
***Kelsey PO'V***
Szzzzzzz- Czułam jego ciepły oddech na moim karku kiedy objął mnie ramionami
- Nigdy Cię nie zostawię kochanie- Jego słowa sprawiły że coraz to więcej łez zaczęło spływać po mojej twarzy.

- Nie zasługuje na ciebie- Wyszeptałam. Chłopak spojrzał mi prosto w oczy jakby chciał z nich coś wyczytać. Przeniosłam swój wzrok na róg mojej koszuli szpitalnej nie mogąc dłużej znieść kontaktu wzrokowego.

- Kelsey, spójrz na mnie- Złapał mój podbródek w palce i musnął moje usta. Spojrzałam w jego oczy ze smutkiem. Jego wielkie karmelowe oczy sprawiały że miękłam.

- Nie mogę- Szepnęłam, kładąc głowę na jego ramieniu. Czułam jak moje serce przyśpiesza.

- Wiesz że tylko ciebie kocham. To co zrobiłaś było głupie zgadzam się z tobą ale nie mógłbym cię opuścić. Kocham Cię i ją skarbie i  nigdy ale to przenigdy was nie zostawię.

- Nienawidzisz mnie prawda?- Mówiąc to starałam się powstrzymać łzy
-Nie chcę byś marnował swój czas siedząc tu ze mną.

- Posłuchaj Kels, po prostu zapomnijmy na razie o tym. 
- Kocham Was ponad wszystko. Zawsze będę tutaj dla was- Pocałował moje czoło.

***
Tydzień później. Byłam już w domu. Stanęłam przed oknem patrząc na dzisiejszą pogodę. Było zimno i deszczowo. Justin podszedł do mnie owijając ręce wokół mojej tali.
Przyciągnął mnie plecami do swojej klatki piersiowej. Złożył parę muśnięć na mojej szyi  dzięki czemu poczułam się o wiele lepiej.

- Czujesz się lepiej? Kochanie- Wyszeptał mi do ucha.

- Teraz tak. Dlatego że obie czujemy twoją troskę. I pewnie w jakimś stopniu dlatego że jestem w twoich ramionach- Zachichotałam, Kiedy obróciłam się wplątując palce w jego idealnie ułożone włosy. Dzięki niemu czułam się bezpiecznie jak nigdy dotąd.

- Jesteś strasznie seksowna- Wymruczał. Skłamał. Czuje to. Teraz kiedy przybyło mi parę kilogramów i mam już dość duży brzuch czuje się troszeczkę nieatrakcyjna. Cieszę się że nosze w sobie dziecko ale mój wygląd teraz mnie przeraża. Moje nogi są trochę grubsze moje piersi większe a mój tyłek wielki. 

- Kłamiesz- Wyszeptałam czując że się załamuje. Cholera nienawidzę tych cholernych humorów ciążowych. Cały czas płakałam. Byłam bardziej wrażliwa niż dotychczas. To jest chore.

- Dlaczego miałbym kłamać? Skoro to co mówię jest prawdą?- Zapytał patrząc na mnie ze zdziwieniem.

-  Może dlatego że przytyłam i jestem strasznie gruba.- Wydukałam

- Kelsey nie płacz- Wyszeptał gładząc mój polik.
- Nie jesteś gruba. Jesteś piękna, cudowna i chudziutka. Tak masz większy brzuch, ale nie zapominaj co w tym brzuszku jest. Po ciąży zobaczysz że wrócisz do dawnego wyglądu. Będziesz mogła się cieszyć figurą - Wyszeptał delikatnie całując moje usta. Oddałam pocałunek.

- Ubierz się ładnie. Za 2 godziny wychodzimy- Wyszeptał po czym składając ostatni pocałunek na mych wargach wyszedł z pokoju. 
Poszłam do łazienki UBRAŁAM SIĘ po czym nałożyłam lekki makijaż. Włosy jak zwykle rozpuściłam. Moje lekkie logi  wyglądały dziś cudownie  zrobiłam tylko przedziałek na środku głowy. Wzięłam torebkę i spakowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Nałożyłam szpilki po czym zeszłam na dół. Czekał już na mnie JUSTIN( Bez okularów).  Spojrzałam na niego nie wiedząc o co chodzi. Wyglądał cudownie i pierwszy raz widziałam go w garniturze. Spojrzawszy na mój strój stwierdziłam że muszę się ja najszybciej przebrać. Kiedy chciałam obrócić się i iść z powrotem zatrzymał mnie Justin. Przyciągnął mnie do siebie. 

- Gdzie idziesz?- Zapytał

- Muszę się przebrać- Odpowiedziałam szybko.

- Dlaczego? ślicznie wyglądasz- Wyszeptał mi do ust.

- Mam na sobie sweter a ty garnitur. Justin daj mi się przebrać- Poprosiłam.

- Nie. Czujesz się w tym dobrze i nie zmieniaj tego. Wyglądasz ślicznie -Pocałował moje usta ciągnąc mnie w stronę drzwi. Szybko skierowaliśmy się do samochodu. Justin otworzył mi drzwi jak na Dżentelmena stanęło, później obszedł samochód siadając na miejsce kierowcy. Zapiął pas wkładając klucz do stacyjki.

- Justin? Gdzie są Chłopacy?- Zapytałam 

- Później się dowiesz . To jedna z moich niespodzianek- Odpowiedział uśmiechając się w moim kierunku. Odpaliwszy samochód ruszył przed siebie. 
Jechaliśmy dobre 15 minut. Droga minęła nam  na rozmawianiu o dziecku.Stwierdziliśmy że jutro pomyślimy nad imieniem. Zatrzymaliśmy przed Wielką i bardzo drogą restauracją. Justin otworzył mi drzwi po czym razem za rękę weszliśmy do środka.
Podeszliśmy do mężczyzny.

- Cześć Bieber- Powiedział chłopak witając się po męsku z moim chłopakiem.

 - Miło Cię widzieć Joe. To moja dziewczyna Kelsey. - Zapoznał nas ze sobą na co delikatnie się uśmiechnęłam. 

- Spodziewacie się Dzieciaka?- Zapytał patrząc na mój dość dużych rozmiarów brzuszek na co Justin przytaknął.

- Tak. Dziewczynki- Odpowiedział dumie po czym zachichotał całując moją skroń.

- No to gratuluje. Mieliście zamówienie na stolik?- Zapytał uśmiechając się ciepło.

- Jasne.  Mieliśmy ten stolik na środku. - Odpowiedział Justin. Chwile później Joe odprowadził nas do stolika podając nam karty dań.

- Ja poproszę kurczaka z ryżem i do tego wodę- Powiedziałam uśmiechając się.

-  Dla mnie Lasagne i też woda.

Chłopak odszedł z naszymi zamówieniami.

- Tutaj jest strasznie drogo Justin- Wyszeptałam oglądając się i patrząc na ludzi, którzy w tej chwili spożywali swoje jedzenie.

- Kochanie. Dzisiaj jest wyjątkowy dzień. Z resztą stać nas na takie jedzenie.- Odpowiedział całując moją rękę.

- Jaką okazje?- Zapytałam przerażona że o czymś zapomniałam.

- Dowiesz się w swoim czasie- Odpowiedział Uśmiechając się cwaniacko.


**
Kiedy już zjedliśmy. Justin wstał niepewnie z krzesła. Był podenerwowany.

- Proszę o Ciszę!- Krzyknął na całą salę. Wszyscy ludzie spojrzeli się na nas na co niespokojnie poprawiłam się na krześle.

- Justin co ty wyprawiasz?- Krzyknęłam szepcząc. Chłopak  uśmiechnął się w moim kierunku delikatnie.

-  Kelsey wiesz że patrzę tylko na ciebie. Na Ciebie i twoje całuśne usta, piękne duże oczy i wspaniały uśmiech. Przeszliśmy razem tak dużo, jesteśmy dużo mocniejsi niż wcześniej. Z każdą minutą i dniem moja miłość do ciebie rośnie, nic na tej planecie a nawet Beyonce, nie sprawi że cię opuszczę. Jesteś moim całym życiem. Niedługo zostaniemy rodzicami i nasz związek przeniesie się na bardziej poważny etap. Chce żebyś wiedziała że ty i w przyszłości nasze dzieci jesteście i będziecie dla mnie najważniejsze. Z tego powodu również chciałbym zapytać Cię czy..- Zatrzymał się na chwile po czym klęknął przede mną na jednym kolanie. Moje oczy się zaszkliły.
- Czy wyjdziesz za mnie i uczynisz mnie najszczęśliwszym mężczyzną na świecie?- Zapytał otwierając małe pudełeczko w którym znajdował się piękny PIERŚCIONEK.  Stałam z szeroko otworzonymi oczami.

- Tak. Oczywiście że tak.- Wydukałam szlochając.
Justin założył na mój palec pierścionek po czym wstał. Wtuliłam się w niego płacząc. Chłopak wpił się w moje usta co odwzajemniłam. Ludzie w okół klaskali.

- Tak bardzo Cię kocham- Wyszeptał Justin do mojego ucha. Spoglądnął głęboko w moje oczy. Cmoknęłam jego usta odszeptując.

- Też Cię kocham- Poczułam jak mocniej mnie obejmuje, kiedy ułożyłam swoje ręce  na jego szyi, a nasze usta się spotkały w namiętnym pocałunku. To jest bez wątpienia najlepszy dzień na świecie.

__________________________________________________________________________________
________________________________________________
HEJJ!
Długo nie dodawałam rozdziału wiem, ale mam nadzieje że ten wam się podoba. Jeżeli chodzi o Garnitur to bardziej chodzi mi o to że miał marynarkę koszule i rurki z luźnym krokiem. i supry.
KOMENTUJCIE PROSZE! 
Kiedyś wasze komentarze dodawały mi motywacji do pisania tego bloga. A Teraz?
Rzadko kiedy ktoś komentuje już nie wspomnę o tym że z  anonima jedna osoba daje 5 komentarzy..
Do następnego! Nie jestem w stanie przewidzieć kiedy będzie nowy rozdział :) Możliwe że za tydzień :)





piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział CZTERDZIESTY TRZECI PART II

_______ PRZECZYTAJ NOTATKĘ POD ROZDZIAŁEM!________
-Nie! Nie mogę wybierać! Nie dam rady! Nie umiem!-  Płakałem szarpiąc się za włosy. Emocje we mnie buzowały.


- Przykro mi. Jest możliwość że moglibyśmy uratować i matkę i dziecko ale jest to bardzo ryzykowne.

- Nie mogę wybierać między nimi doktorze. Kelsey tak się cieszyła że jest w ciąży nie mogę jej zawieść.. znowu- Wyszeptałem kręcąc głową.

- Rozumiem. Dopilnuje by lekarze zrobili wszystko co w ich mocy by uratować je obie ale nic nie obiecuje. To bardzo trudny zabieg do zrobienia, ale proszę mieć nadzieje- Powiedział po czym wszedł z powrotem do sali. Nie wiedziałem nawet kiedy, wszystko działo się tak szybko. Obróciłem się w stronę Lauren  łapiąc ją za szyje i przygwożdżając do ściany.

- To wszystko przez Ciebie! Ty je otrułaś! Ty głupia suko!- Krzyknąłem płacząc. Dziewczyna szlochała próbując zaczerpnąć powietrza.

- Ja nie chciałam- Wysapała.

- Gówno prawda!  Zabije Cię dziwko jeżeli coś im się stanie! A kiedy upewnię się że gnijesz w piekle to zabije wszystkich których kochasz! Całą twoją rodzinę he i wiesz kogo jeszcze?!  Jessiego! Ten kutas zginie powolną śmiercią PRZEZ CIEBIE!- Wykrzyczałem jej ale wtedy zostałem odciągnięty przez Ryana i Bruca.

- Justin puść ją. Nie wiesz co robisz, nie chcesz jej zranić. Puść jej gardło- Przekonywał mnie Ryan. Bruce starał się odciągnąć mnie od tej suki. W końcu ją puściłem. 


- Macie rację. Teraz nie mam czasu na poderżnięcie jej gardła. Są ważniejsze rzeczy niż zabicie tej suki.- Uśmiechnąłem się cwaniacko. po czym odwracając się podszedłem drzwi i spojrzałem przez szybę patrząc jak lekarze biegają w okół łóżka Kelsey. Łzy spłynęły mi po polikach. Poczułem klepanie po ramieniu. Odwróciłem sie i zobaczyłem Netana. Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem też miał łzy w oczach ale starał się je powstrzymać.

- Nie mogę wybrać.. Nie moge- Wydukałem szarpiąc za końcówki moich włosów.

- Stary.. Rozumiem

- Nie nie rozumiesz! Chcę być z Kels do końca życia chce stworzyć z nią rodzinę ale jak teraz wybiore ją i stracimy dziecko ona się załamie.. Nie pozbiera się. Boje się.. po prostu  Boje się że ją stracę- Zapłakałem odchodząc i siadając na ziemi.

Płakałem w kącie ciągnąc za końcówki moich włosów. Muszę wierzyć że wszystko będzie dobrze. Bóg wie że one są dla mnie najważniejsze, że to dla nich się zmieniłem.
Mijała godzina za godziną a ja siedziałem płacząc. Wszyscy czekali ze mną nawet Lauren przez którą to całe piekło wybuchło.
Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. 
''
-Złap mnie- Krzyczała chichocząc radośnie 


- Nie dam rady! Musisz zwolnić- Zaśmiałem się biegnąc wzdłuż polany. Byłem już bardzo blisko niej. Złapałem ją w pasie przyciągając do siebie. Wpiłem się łapczywie w jej usta.

- Już myślałam że tego nie zrobisz- Odpowiedziała zdyszana mierzwiąc moje włosy.

- Dlaczego miałbym tego nie robić skoro jesteś moja- Wyszeptałem wkładając ręce pod jej top.

- Nie przy dzieciach- Zaśmiała się uśmiechając się przy tym znacząco. 


- Tatusiu! Tatusiu Drake i Jake mi dokuciają- Wysepleniła płacząc panicznie. Wziąłem ją na ręce tuląc do swojego torsu. 

- Drake! Jake! Przestańcie dokuczać siostrze!- Krzyknąłem w stronę chłopców, którzy biegali za sobą rzucając się nawzajem piłką.

-Tatusiu?Zapytała nie pewnie zgarniając niesforne kosmyki włosów na plecy.


-Słucham Cię?

- Chce mieć siostle- Wysepleniła patrząc na mnie swoim pełnym nadziei wzrokiem. Spojrzałem w stronę zakłopotanej Kelsey, która stała obok nas zupełnie nie wiedząc co ma zrobić.

- Kochanie pamiętasz jak mówiłem ci o zajączku który przyniósł Ciebie i braci?- Zapytałem zaczynając niepewnie. 

Mała przytaknęła delikatnie swoją małą główką.

- Wiesz kiedy przyniósł Ciebie powiedział nam że już więcej dzieci nie może przynieść

- Dlaciego?- Zauważyłem na jej twarzy smutek. Moje serce się krajało ale nie mogłem powiedzieć jej że mamusia jest bezpłodna i że ona i jej rodzeństwo było w domu dziecka. Nie mogłem również powiedzieć jej o tym że nie możemy wziąć jeszcze jednego dziecka bo nie chcemy by kolejne dziecko było narażane na niebezpieczeństwo jakie wiąże się z moim gangiem.

- Ponieważ kiedy przyniósł Ciebie i powiedział że nie przyniesie więcej dzieci chodziło mu o to że nie ma już tak bardzo słodkich dzieci jak wy.- zaśmiałem sie gilgocząc ją na co zaczęła się niekontrolowanie śmiać.

W jednym momencie wszystko zniknęło widziałem ciemność przez którą szedłem z Kelsey za rękę. Nagle stanęliśmy a przed nami znajdowała się jedna wielka dziura w której było pełno naszych dzieci.

- Proszę Pana! Panie Bieber- Usłyszałem głos po czym szybko otworzyłem oczy. 

Zauważyłem doktora który stał nade mną. Wstałem szybko stając na przeciw lekarza.

- Bardzo przepraszam.. Nie powinienem był tutaj zasypiać- Wytłumaczyłem się szybko.

- Jest dobrze nic nie szkodzi. Mam dla pana wieści.- Oznajmił na co od razu się otrząsnąłem.
- A więc sprawa pani Jones była poważna. Baliśmy się że stracimy je obie ale daliśmy radę. I dziecko i panna Jones żyją. Myślę że nie zostanie żadnych komplikacji na ciele dziewczyny. Na razie Kelsey śpi i myślę że obudzi się dopiero jutro rano. 

- O boże ! Dziękuje!- Powiedziałem przytulając doktora. Facet zaśmiał się na co się do niego przyłączyłem.

- Jednakże wskazane będzie żeby Kelsey dużo odpoczywała. Musi przez najbliższy tydzień leżeć cały czas w łóżku i żeby odpoczywać. Chciałbym też powiadomić Ciebie że ciąża jest zagrożona. Nie jest to bardzo niebezpieczne po prostu w tym wypadku wskazane jest by bardziej o siebie dbała.- Kamień spadł mi z serca kiedy dowiedziałem się że wszystko dobrze.

- Ulegną zmianie także nasze wizyty. Prosze o pojawianie się u mnie w gabinecie co  2 tygodnie.- Poinformował mnie po czym odszedł.
Mój wyraz twarzy zmienił się z zaniepokojonego na weselszy.

Zauważyłem że wszyscy śpią. Podszedłem do Netana i zacząłem go budzić.

- Hmm?- Zapytałam dopiero co otwierając oczy.

- Obie żyją! Kelsey i mała! Żyją- Krzyknąłem radośnie na co wszyscy się pobudzili. 

- Stary! Musisz się tak drzeć?- Sapnął Jake. Na co wszyscy spojrzeli na mnie.

- Kelsey żyje ! Obie żyją!- Krzyknąłem ponowie uśmiechając się. Wszyscy uśmiechnęli się na tę wieźć ale kiedy mój wzrok padł na Lauren zobaczyłem że jej szyja jest lekko różowa i  widziałem że płacze. Bała się. Dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę. Bała się strasznie. Bała się mnie. 
Podszedłem  do niej na co wzdrygnęła. Usiadłem na ziemi obok dziewczyny patrząc się na nią.

- Przepraszam- Wyszeptałem jej do ucha przytulając się do jej boku. Myślałem że mnie odepchnie ale ona wpadła w historyczny płacz. 


- Kocham Cię Jay- Wydukała. 

- Ja Ciebie też Lauren- Odpowiedziałem po chwili. Dziewczyna spojrzała na mnie smutno, otworzyła usta i chciała coś powiedzieć ale szybko zamknęła je ocierając swoje łzy.

Wstałem  po czym powoli wszedłem do sali. Kelsey spała spokojnie. Usiadłem koło niej łapiąc jej rękę w swoją. 
Ona jest dla mnie wszystkim. Wszystkim czego sobie mógłbym zapragnąć. Jest moją kochanką, matką mojego dziecka i  dziewczyną. Kocham ją bardziej niż kogokolwiek. Pomimo tego w jakich okolicznościach się poznaliśmy i jak wyglądał nasz związek z początku to kocham ją pomimo wszystko. Moje uczucia się nigdy nie zmienią.
_________________________________________________________________________________
HEEJ
Więc macie rozdział:) Mam nadzieje że się podobał. Widzę że wcale nie chcecie komentować więc jedyne co wam powiem to to że albo usuwam to opowiadanie albo pisze dalej. 
Postarajcie się chociaż dobić 15 komentarzy! KIEDYŚ dawaliście nawet 40 KOMENTARZY A TERAZ? Maks 10 i koniec..